środa, 24 sierpnia 2016

Red Hot Chili Peppers "The Getaway" - recenzja

 Szczerze mówiąc, nie byłem przekonany czy wysłucham tej płyty przynajmniej raz w całości. Single nie były do końca przekonujące, ale zapadły w pamięć, więc postanowiłem rozgryźć tę płytę podczas jednego z wakacyjnych wyjazdów. Pierwszego odsłuchu dokonałem jeszcze nieco wcześniej. Minęła szybko, ale pozostawiła jeszcze większy znak zapytania. Pewny byłem tylko 2, może 3 utworów. Nie mogłem się spodziewać, że z każdym przesłuchaniem będzie dla mnie lepsza. Stawać się czymś zupełnie innym. Jedną z najlepszych płyt tego roku - tym stała się już dziś.

Znalezione obrazy dla zapytania red hot chili peppers the getaway

Tracklista :
1.The Getaway
2.Dark Necessities
3.We Turn Red
4.The Longest Wave
5.Goodbye Angels
6.Sick Love
7.Go Robot
8.Feasting On The Flowers
9.Detroit
10.This Ticonderoga
11.Encore
12.The Hunter
13.Dreams Of A Samurai 
OCENA : 9\10
Znalezione obrazy dla zapytania red hot chili peppers the getaway
 RHCP nagrało płytę wakacyjną, spokojną i wieczorową. Nie mogę się pozbyć słowa "przyjemność" przy mówieniu i myśleniu o tym krążku. Tego się po prostu słucha, samo leci. Bez analizy, cieszy każdy zakątek ucha. Może brzmieć dziwnie, ale tak to odbieram. Oczywiście mam swoich ulubieńców, ale szczególnie pierwsze 7\8 utworów mogłoby trwać w nieskończoność. Ale jeśli mam wybierać to wśród faworytów znajdzie się taneczny i bardzo rytmiczny "Go Robot" czy następujący po nim "Feasting On The Flowers", który oznaczyłbym jako elegancki, ale jednocześnie pozostający swoją przebojowością i prostym, trochę zwalniającym refrenem w pamięci. Wcześniej prezentują się trochę "bujający" melodią "Sick Love" i poruszający, uspokajający "The Longest Wave". Z singli najbardziej podoba mi się "We Turn Red" z wyróżniającym się stylem. Mało na "The Getaway" kawałków tak uwodzących linią basu, a ten w połączeniu z wokalem Anthony'ego Kiedisa w tym akurat wydaje się fantastyczny. Ciężko nie powiedzieć też słowa o genialnej końcówce tylko pozornie wyglądającej na wyciszającą. O ile są tam fortepianowe wstawki, tak świetne i wykrzyczane refreny w "Dreams Of A Samurai", utrzymujące jednak piosenkę w klimacie zmiennego tempa wyciągają z tego krążka praktycznie wszystko co chciałem tu usłyszeć. W zasadzie to przed pierwszym sięgnięciem po niego nawet nie wiedziałem, że tego wszystkiego pragnę. Ale ten album to dał. I z tego jestem zadowolony. Dawno nie miałem uśmiechu na twarzy przez cały czas trwania jednej płyty. 

czwartek, 26 maja 2016

Heroes Get Remembered "No Mirrors, No Friends" - recenzja

 Chcecie posłuchać czegoś nowego? Świeżego? Z ewidentnymi perspektywami na przyszłość? Proszę bardzo! Drugi krążek polskiego zespołu Heroes Get Remembered tylko czeka na nowych słuchaczy. Ambitniej się chyba nie dało, a myślałem że debiut będzie ciężko przebić.



Tracklista :
1. Escape
2. Nothing
3. Stardust
4. Fade Away
5. Mother Of Men
6. Water
7. No Mirrors, No Friends
8. King Of The Light
9. Missing Person
10. Lost


OCENA : 9\10

 Kiedyś lubiłem przesadzać z ocenami, ale w przypadku tej płyty "dziewiątka" jest więcej niż zasłużona. Na krążku dostajemy bardzo zróżnicowany styl grania grupy. Od ostrych riffów, przez spokojne, niemalże balladowe dźwięki, po eksperymentowanie i zapadające w pamięć granie, którego dawno na polskiej scenie muzycznej nie mieliśmy. A przynajmniej nie w takim wydaniu. Rozpoczynające cały album "Escape" brzmi nieziemsko wraz z genialnie wpasowaną do wokalu gitarą. Jednak to jeszcze nic. Zdecydowanie lepsze są chociażby propozycje singlowe : dość ponure i lekkie, ale za to nadzwyczajnie zachwycające "Mother Of Men" z ciekawym zmienianiem stylistyki - ogółem spokojna gitara z cięższymi wstawkami oraz "Water" bazujące na jednym riffie i budujące na tym tempo oraz ogólny zarys utworu. Mam dwóch wyraźnych ulubieńców z tej pozycji : lekkie, przyjemne, ale zarazem niezwykle wpadające w ucho "Stardust" oraz najbardziej rozbudowane, przypominające mi "The Globalist" z ostatniej płyty Muse. Mój jedyny zarzut pod kątem "No Mirrors, No Friends" to fakt, że to dość krótka płyta. "Tylko" 10 kawałków, z czego dwa to dość interesujące, ale jednak przerywniki. Mimo tego jest to jedna z niewielu polskich płyt, przy których można odpłynąć. Wraz z miłym szumem muzyki w uszach. Kandydat numer 1 do Polskiej Płyty Roku 2016. Murowany.

piątek, 6 maja 2016

Rockosy tygodnia #34

 Nowościami pachnie. Nie dużo albumowych do lata, ale singlami też się można raczyć. Zwłaszcza jeśli są takie, jak te które zaprezentuję w tym poście. Sentymentów trochę mniej. Ale też są. Nie gadamy dużo, słuchamy!


1. Muse - Hyper Music



Muse, ale nieco szalone. takiej jak era "Origin Of Symmetry" w karierze tego zespołu.



2. Billy Talent - Try Honesty


                                                  

Billy Talent nadal powala świeżością. Nawet debiut. 



3. Guns N Roses - It's So Easy



Gunsi wrócili do częściowo klasycznego składu? Czas wrócić do klasyka na playliście.



4. Kasabian - Re-wired

                               

Mistrzostwo Anglii dla Leicester City wywołało szaleństwo. U tych Panów też!



5. X Ambassadors feat. Jamie N Commons - Jungle

                   

Przyjemny zespół, w całkiem ciekawym duecie. X Ambassadors mnie zaskoczyli.


6. Red Hot Chili Peppers - Dark Necessities



Nówka sztuka od RCHP. Szału na razie nie ma. Ale to dopiero początek!



7. Radiohead - Burn The Witch

           

A Radiohead wyda płytę w niedzielę. Bo mogą!



8. Heroes Get Remembered - Mother Of Men

                       


Świetnie prosperujący na przyszłość polski zespół. Co za świeżość i brzmienie!



9. Coldplay - See You Soon

                         


Poruszający akustyk. Może zbyt banalny. Ale piękny...



10. Hey - Prędko, prędzej



Ktoś napisał, że czeka aż Hey wróci do starych, dobrych czasów bez elektroniki. Miałem ochotę napisać, że ten ktoś sobie jeszcze trochę poczeka. Ale ten kawałek akurat ma kopa!


poniedziałek, 2 maja 2016

CZAS NA ROCK vs. Lorein


(fot. polskieradio.pl)

 Zespół Lorein to ewidentnie jedno z najciekawszych brzmieniowo zjawisk na polskiej scenie rockowej. Czegoś takiego nam tu zdecydowanie brakowało. Wydali dwie świetne płyty, a aktualnie pracują nad trzecim krążkiem zatytułowanym "Złamania". Właśnie o nim, a także projekcie pozwalającym jego wydanie czy koncertowaniu w krótkim wywiadzie z wokalistą i gitarzystą zespołu Łukaszem "Lanietzem" Lańczykiem. 

   

(fot. myspace, instagram)


CZAS NA ROCK : Minęły dwa lata od premiery Waszej ostatniej płyty. Ile zmieniło się od tego czasu w loreinowym świecie?

Łukasz "Lanietz" Lańczyk :  Dużo się zmieniło. Gramy więcej koncertów. Zainteresowanie Lorein wzrasta. Idziemy do przodu i jest to odczuwalne z każdym dniem.


CNR :  Na nowej płycie zamierzacie pójść bardziej w stronę "Monokoloru" czy "Drzew I Planet"?

Lanietz :  Tak samo jak "Drzewa i planety" różnią się od "Monokoloru" tak samo nowa płyta będzie całkiem inna niż dwie poptrzednie. Będzie trochę więcej elektroniki i pianina, ale nie zrezygnowaliśmy z gitar i w niektórych kawałkach brzmią one naprawdę rockowo i alternatywnie. 


CNR :  Kim najbardziej inspirujecie się tworząc "Złamania"?

Lanietz :  Tworząc piosenki do albumu "Złamania" nie szukalismy inspiracji u innych artystów. Po prostu połączyliśmy dźwięki tak jak nam się podobało. Jednak w każdym z nas siędzą podświadomie jakieś inspiracje i klimaty, które pewnie zostały przemycone, ale nie było czegoś takiego, że ta płyta ma brzmieć jak to i to. 




CNR :  Okładka "Drzew i Planet" to niemalże dzieło sztuki. Planujecie projektować podobną dla trzeciego krążka?

Lanietz :  Miło, że tak uważasz. Akurat okładkę "DiP" tworzyłem razem z Tomkiem, naszym perkusistą. Okładka albumu "Złamania" na pewno będzie ciekawa..  Musimy się postarać. 


CNR :  W których miastach koncerty dawały Wam największą frajdę? I jakie utwory były najlepiej odbierane przez publiczność?

Lanietz :  Każdy koncert był inny, ale z trasy wiosennej pamiętam koncert z Ostrowii Mazowieckiej, gdzie publiczność naprawdę zrobiła świetną atmosferę. Koncert w Czerwionce też był tym z najbardziej udanych według mnie. A piosenki.. "Drzewa i planety", "Krótkowzroczność", "Morning Run", "Lot Małych Much".


CNR :  Zaczęliście zbiórkę pieniędzy na wydanie trzeciej płyty poprzez portal "wspieram.to". Ustaliliście ceny za dość ciekawe przedmioty czy spotkania z Wami... Które z nich może być dla Was największym wyzwaniem do wykonania?

Lanietz :  Każda nagroda stawia nas przed poważnym wyzwaniem. Nawet na pozór normalne kubeczki wymagają od nas poświęcenia, bo każdy jest inny, a specjalne hasła i rysunki są tworzone przez nas ręcznie. Ciekawym przeżyciem będzie pewnie dzień w którym ktoś pojedzie z nami w "jednodniową" trasę.. O ile oczywiście uda nam się zebrać całą kwotę, ale jesteśmy dobrej myśli. 



Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak udostępnić Wam link do strony wspomnianej w ostatnim pytaniu (http://www.wspieram.to/lorein) i oczywiście zachęcić do słuchania ich muzyki. Bo jest naprawdę świetna. 

piątek, 1 stycznia 2016

Czas podsumowań - 2015 w muzyce rockowej okiem CNR.

W tym roku postanowiłem nieco zmienić jednak tą formułę całego przedstawienia jakim zawsze jest Podsumowanie Ro(c)ku na CNR. We wszystkich kategoriach postanowiłem tym razem wybierać sam. Myślę, że to i tak jednak będzie bardzo interesująca podróż przez ostatnie 12 miesiące pod kątem rockowym! Zapraszam niżej, gdzie dowiecie się, jakie zespoły\artystów\utwory i wiele innych najbardziej doceniłem za rok 2015.

Odkrycie Ro(c)ku : Nothing But Thieves



Ten zespół to potencjał miary Royal Blood z przebojowością sięgającą niebywałego poziomu. Podbili świat wśród tegorocznych młodych grup na co wskazuje popularność ich singli, debiutanckiego albumu czy uznanie Muse i zaproszenie ich do wspólnego koncertowania. 


Do posłuchania : "Excuse Me"

  


Zespół Ro(c)ku : Muse



Tu nie mogłem podjąć innej decyzji. Wśród zespołów dominowało właśnie trio z Teignmouth, które nie dość że wydało nową płytę, to jeszcze dało jedne z najlepszych koncertów w swojej karierze najpierw na długiej trasie festiwalowej, a potem specjalnie przygotowanych osobnych koncertach w obu Amerykach. 


Do posłuchania : "Reapers"

  

Wydarzenie Ro(c)ku : Slash w łódzkiej Atlas Arenie

 

Mimo że nie tak głośny to jednak fantastyczny koncert! Wiele hitów, dwie niezwykłe akcje fanów, do tego bardzo krytykowana, a dla mnie zwyczajnie ciekawa niespodzianka z Dodą... Na pewno nie można było narzekać na brak wrażeń. A przecież każdy koncert Slasha i ekipy to bilet na 2 godziny do nieba. Gitarowego nieba, 

Do posłuchania : "Starlight" 



Best Live Act : Muse


Nie dość, że zdominowali scenę podczas Orange Warsaw Festiwal oraz zagranicznych letnich festiwali to jeszcze z być może najbardziej ambitną scenografią w historii zespołu zdemolowali obie Ameryki. A trasa wciąż trwa! (szkoda, że tym razem bez naszego kraju)

Do posłuchania : skrót z koncertu w Las Vegas 



Riff Ro(c)ku : Muse - Psycho



Przeszywające dźwięki gitary Matta Bellamy'ego idealnie oddające klimat utworu. Poza tym to chyba najbardziej skandowana melodia w środowisku rockowym ostatnich lat. Widownia "grającą" go głosami można było usłyszeć na praktycznie każdym koncercie Muse w 2015.

Do posłuchania : "Psycho"



Skład Zespołu Ro(c)ku :

Wokalista - Eloi Youseff (Kensington)


Delikatność z jaką wbija się w nasze uszy głos wokalisty Holendrów z Kensington musiał sprawić bym go tu umieścił. Przez wielu bardzo niedoceniany zespół, ale z ogromnym potencjałem by w przyszłości podbijać stadiony i areny całego świata swoją niezwykle przebojową muzyką.

Gitarzysta - Matthew Bellamy (Muse)


Perfekcyjny, wojskowy riff do "Psycho"; kosmiczna solówka w "The Handler" czy elektryzująca wstawka w intro do "Reapers" to tylko niektóre z tegorocznych dokonań Matta Bellamy'ego. Tego zwyczajnie trzeba posłuchać! Nie mogło go tu zabraknąć. 

Perkusista - Jack Bevan (Foals)


Bębny stanowią bardzo ważny aspekt nowego albumu Foals, więc pomyślałem że w tej kategorii wyróżnienie przyda się Jackovi Bevanowi. Wykonał w tym roku wyjątkowo dobrą robotę, co słychać w tak świetnych kompozycjach jak choćby "Mountain At My Gates".


Pozarockowo 2015 : A-ha "Cast In Steel"


Tą, nową kategorią przechodzimy do wyróżniania najlepszych płyt. Wyjątkowo postanowiłem uhonorować panów z obecnie najlepszego zespołu grającego dobry, elektroniczny i co najważniejsze, klasyczny pop z lat 80. A-ha lubi zaskakiwać, a ich powrót w tak dobrej formie jak 6 lat temu na pewno jest niespodzianką. I do tego niezwykle miłą!

Do posłuchania : "Cast In Steel"



Okładka Ro(c)ku : Everything Everything "Get To Heaven"


Bardzo ciekawa i zastanawiająca okładka. Sama tematyka albumu bardzo krytykuje niektóre ugrupowania i postępowania polityków. Więc jej interpretacja w połączeniu z tytułem staje się dzięki temu prostsza. Everything Everything udowadnia, że sztuka okładkowa nie zamiera.

Do posłuchania : "Regret"



Polska Płyta Ro(c)ku : Riverside - Love, Fear And The Time Machine


Świetna płyta, zachowana w klimacie sentymentów, marzeń i prawdziwej mieszanki uczuć. Można się przy niej rozpłynąć w marzeniach. Ale nie popadając w lekkość, bo Riverside to grupa grająca dość ostro, o czym przypomina tu w paru utworach. Panowie wyważyli krążek idealnie. 

Do posłuchania : "Discard Your Fear"



Najlepszy album na żywo : Rage Against The Machine "Live At Finsbury Park"


Niemalże legendarny już koncert kończący karierę wspaniałej grupy. Takiego zespołu może już długo nie być w muzyce. Ta energia, nadzwyczajne brzmienie, ale też oddziaływanie na publikę. Czysta rewelacja. Szkoda jedynie, że płyta wydana tylko w formacie video. Co nie zmienia faktu, że dla wielu niedługo stanie się klasykiem koncertów.

Do posłuchania : "Testify"




Płyta Ro(c)ku :
15. Hurts - Surrender
14. Editors - In Dream
13. Everything Everything - Get To Heaven
12. Papa Roach - F.E.A.R
11. Scorpions - Return To Forever
10. Coldplay - A Head Full Of Dreams
9. Imagine Dragons - Smoke + Mirrors
8. Foals - What Went Down
7. Rage Against The Machine - Live At Finsbury Park
6. Riverside - Love, Fear And The Time Machine
5. Stereophonics - Keep The Village Alive
4. Dave Gahan & Soulsavers - Angels & Ghosts
3. Kensington - Rivals
2. Nothing But Thieves - Nothing But Thieves
1. Muse - Drones


Nagroda Specjalna CNR : Muse



Za całokształt tego roku jak najbardziej im się należało! 5 wygranych kategorii robi swoje - brytyjskie trio musiało wygrać także w tej kategorii!


Do posłuchania : "The Globalist"



Nadzieja 2016 : Polscy wykonawcy z nowymi albumami



W Nowym Roku mają się wydać albumy choćby Fuzz, Comy, Luxtorpedy czy Heroes Get Remembered. Mam nadzieję, że każdy z nich będzie fantastyczny, będę mógł mu wystanawić najwyższą notę i odtwarzać w nieskończoność. Może wreszcie polskie płyty przebiją w rankingach na CNR większość zagranicznych? :)

W tym miejscu chciałbym życzyć wszystkim czytelnikom bloga szczęśliwego, pełnego wrażeń i emocji, ale przede wszystkim rockowego i mocnego roku 2016! Już niedługo powita Was w nim lawina nowych opinii, postów i ciekawostek od CNR. Tradycyjnie : do napisania!


środa, 30 grudnia 2015

Slash featuring Myles Kennedy and The Conspirators w łódzkiej Atlas Arenie - relacja

Nieco opóźniona, ale musi być. Bo jak nie uwiecznić kolejnego (kto wie, czy nie najlepszego) występu Slasha z Mylesem i "Konspiratorami" w Polsce. Ten koncert musiał sprawić, aby Atlas Arena chociażby na chwilę się zapaliła. Jak świat w tytule najnowszego albumu grupy. I cóż, z pewnością się to udało. Na całe 2 godziny!



Setlista :

  1. You're a Lie
  2. Nightrain (Guns N’ Roses cover)
  3. Avalon
  4. Standing in the Sun
  5. Back from Cali (Slash cover)
  6. Wicked Stone
  7. Bad Rain
  8. You Could Be Mine (Guns N’ Roses cover)
  9. Doctor Alibi (Slash cover) (Todd Kerns on vocals)
  10. Welcome to the Jungle (Guns N’ Roses cover) (Todd Kerns on vocals)
  11. Beneath the Savage Sun
  12. Starlight (Slash cover)
  13. The Dissident
  14. Rocket Queen (Guns N’ Roses cover)
  15. Bent to Fly
  16. World on Fire
  17. Anastasia
  18. Sweet Child O' Mine (Guns N’ Roses cover) (with Doda) (Doda on lead vocals, Myles on guitar)
  19. Slither (Velvet Revolver cover) (with "Feel Like Makin' Love"… more )

Encore :

   20. Paradise City (Guns N’ Roses cover)




"Starlight" - akcja "Promyk Nadziei"



 Skromna scena z uśmiechającą się „buźką” w kapeluszu, bardzo słabo zapełnione trybuny, ogromnie dużo ludzi na zaledwie 5 minut przed rozpoczęciem się koncertu jeszcze gdzieś poza swoimi miejscami. Krajobraz przed wejściem zespołu nie wyglądał zbyt obiecująco.
 Ale z pierwszymi dźwiękami otwierającego „You’re a Lie” hala się zatrzęsła. Chociaż wykonanie pierwszego utworu nie zachwycało, to czuło się rockową atmosferę. Już na drugim kawałku  – „Nightrain” z repertuaru Guns’n’Roses – została przeprowadza akcja fanów. Przed wejściem na koncert rozdawano specjalne cylindry, podobne do tych jakie nosi Slash. W trakcie grania piosenki deszcz tej części garderoby gwiazdy wieczoru zalał widok sceny. Praktycznie przez cały koncert muzycy zbierali kapelusze i wkładali sobie nawzajem na głowy, by następnie oddać je publiczności. Druga z przygotowanych przez miłośników gitarzysty niespodzianek nosiła nazwę „Promyk nadziei”
 i dotyczyła oczywiście wydarzeń w Paryżu. Na utworze „Starlight” widownia uniosła nad głowy telefony, które rozjaśniły Atlas Arenę swoim światłem z latarek lub specjalnych aplikacji. Wszystko to bardzo spodobało się zespołowi, który później podziękował fanom podczas koncertu, jak
i w mediach społecznościowych już po jego zakończeniu. Występ obfitował jednak jeszcze w parę ciekawych momentów, które należy tu opisać.
 W repertuarze, który został przypisany do łódzkiego aktu „World On Fire Tour”, dominowały utwory z solowego projektu Slasha, ale nie zabrakło także tych z dorobku Gunsów, dzięki którym jest zdecydowanie bardziej rozpoznawalny. Z tych pierwszych mogła zdziwić obecność dość długo niegranej kompozycji „Bad Rain”. Ta, jak i inne wybrzmiały wspaniale. Publiczność zdecydowanie bardziej doceniała jednak dobrze znane piosenki Guns’n’Roses. Wyróżniającą się spośród nich była na pewno „Rocket Queen” z zagranym w środku, ponad 10-minutowym solo Slasha. To pokazało jego potęgę. Na koniec chyba wszyscy obecni w tamtym momencie w łódzkim obiekcie wytrzeszczyli oczy. Przed wydarzeniem pojawiła się plotka o gościu specjalnym. I rzeczywiście „Sweet Child O’ Mine” zaśpiewała… Doda! Spotkało się to z wielką falą zdziwienia i niechęci wśród zgromadzonych. A według mnie bardzo dobrze, że wprowadziła trochę odmiany. Do tego trzeba jej oddać, że wykonanie było naprawdę wyśmienite. Występ zakończyło chóralne odśpiewanie "Paradise City”, które okazało się idealnym podsumowaniem tego fantastycznego koncertu.
 Panowie pozostawili Atlas Arenę całą w konfetti z ostatniego utworu. I oczywiście ze świetnymi wrażeniami u każdego kto był tam tego wieczoru.